Archiwum bloga:
2002: X XI XII 2003-2011: wpisy chwilowo ukryte 2012: II III IV V



czwartek, 24 maja 2012

Odkrywanie okolicy

Ciągle na nowo odkrywam okolicę... Właśnie to najbardziej mnie fascynuje w przeprowadzaniu się lub wyjeździe – możliwość wyszukania urokliwych zakamarków, dróżek, drzew, zaułków. Obmyślanie nowych tras, bycie tam, gdzie jeszcze się nie było. Najbardziej zaskakuje zazwyczaj to, co jest nieodkryte, a znajduje się w pobliżu. Kwadrans spacerkiem od naszej ulicy rozciąga się wstążka Bystrzycy Kłodzkiej. Z lotu ptaka ten teren wygląda tak:



Tym razem nie zabrałam aparatu, ale nowo odkryta polna droga była na tyle urokliwa, że kilka zdjęć zrobiłam telefonem. Danielek zachwycony spacerem. Trzeba będzie tam powrócić.



piątek, 18 maja 2012

Serce miasta Wrocławia

Promienie słońca odbijają się od ścian wiekowych kamienic, tańczą na bruku, ślizgają się po rynnach, gzymsach, gonią w bramach i arkadach. Stare dzielnice mają swój rytm. Wypełniony szumem Odry, rytmem mostów i zielenią drzew na niezliczonych skwerach. Trwa defilada gołębi w rynku. Wróble panoszą się w fontannie. I ludzie... płyną, idą, niezliczenie, śpieszą się, rozdają ulotki, zapraszają do restauracji, rozmawiają, omijają, pędzą... 

Gdzieś tam przebija skrawek błękitnego nieba. A dalej zza morza dachów pojawia się zarys Sky Tower... Od niedawna drapie niebo, ale powoli wpasowuje się w pejzaż...Pejzaż wielokulturowy, gdzie mieszają się style, religie, języki. A mimo to, ciągle jest się w domu.

Dobrze jest czasem posiedzieć w otoczeniu grubych murów, wysokich sufitów, strzelistych wież. Przycupnąć w środku tłumu i z boku jednocześnie. A potem wsiąść w niebieski tramwaj* i uciec, zostawiając ten gwar za plecami.

*Dlaczego tramwaje we Wrocławiu są niebieskie? Otóż nie jest to żadna fascynująca historia... Po prostu po wojnie, taką farbę można było zdobyć najłatwiej. :)

wtorek, 15 maja 2012

Smoki

W starym ogrodzie żyją smoki. Śpią w słoneczny dzień, wygrzewając swoje smocze grzbiety. I bardzo nie lubią, gdy im się przeszkadza. Pewnie śnią swoje smocze sny...




sobota, 5 maja 2012

Burzowo

Powietrze robi się coraz bardziej ciężkie. Osiada na ramionach, głaszcze upałem. Białe, niewinne baranki są przeganiane, odpychane w dal. Nadciąga jedna szarogranatowa masa. Ptaki drą się w zaroślach. Gdzieś pod samym nieboskłonem przemykają jerzyki i jaskółki.

Trawą wstrząsa dreszcz... jeden... drugi... kolejny... Kwiaty mniszka kładą się po sobie. Młode liście i kwiaty bzu coraz bardziej są szarpane wiatrem. Chwila ciszy i roznosi się w powietrzu pierwszy złowrogi pomruk. Potem następny. Rozpoczyna się nalot deszczu. Prawie bez ostrzeżenia.

środa, 25 kwietnia 2012

Jurajskie bezdroża

Wdarła się wiosna. Z dnia na dzień jest coraz bardziej słonecznie. Ptaki już pięknie śpiewają...
Sobotni poranek, 7 rano w lesie:



Motyle też już wstały:

Góra Zborów i efekty mojej weekendowej włóczęgi:






Dobrze, że wiosna już jest w pełni.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Morze jak aksamit

Jest taka chwila, która utkwiła mi w pamięci. Siedzimy na plaży, otacza nas zmrok i słychać tylko szum morza. Wytężam wzrok – fale są niczym aksamit. Nie słychać krzyków mew – śpią zapewne zmęczone całodzienną walką o ryby. Jedna chwila, jedno zdjęcie...


Ostre trawy na wydmach kołyszą się miarowo na wietrze. Coś przemknęło po piasku. Siedzimy objęci, wsłuchując się tylko w odgłosy morskich fal i dobrze nam z tym. Nic się nie zmienia, żadne sztormy nie są w stanie zdobyć naszej bezpiecznej przystani. Amor vincit omnia. Ile to już lat? Morze dalej snuje swoje opowieści, chociaż niewiele z nich możemy zrozumieć. Szepcze w nieznanym dla nas języku. 

Siedzimy tak, aż do zapadnięcia kompletnej ciemności. Potem wolno schodzimy piaszczystą drogą i niech już tylko księżyc tej nocy opiekuje się nadmorską plażą.

sobota, 17 marca 2012

Dziennik z podróży do stolicy

Jadę do Warszawy. Pogoda piękna, widok z piętrowego autobusu świetny. Jak nic zaczyna się wiosna. Płynnie omijamy kawalkady sunących powoli samochodów. Jest 10:20 - czas opuścić Wrocław.

  

Słońce odbija się od fal Widawy i wpada poprzez szybę. Wiosna wita mnie pąkami na drzewach, które lada dzień chcą wybuchnąć zielenią. Pierwsze czerwone światło łapiemy już w Mirkowie. Na szczęście krótkie. Postojów nie będzie, to ogromna zaleta linii ekspresowej. Sama przyjemność z jazdy.

W trasie
Jeszcze jedne światła i w końcu wydostajemy się za Długołękę. Ruch dość spory, ale trudno się temu dziwić - piękna pogoda sprzyja podmiejskim wojażom. Godzinę później mijamy Kępno. Pola skąpane w wiosennym słońcu prezentują wszystkie odcienie żółci i brązu. Rosochate wierzby tworzą na nich brunatne plamy. Od zarania dziejów lekko pochylone, wygrzewają swoje garby w pierwszych tak ciepłych w tym roku promieniach. A ja mam tylko chwilę, aby się przypatrzeć, nim znowu zmieni się krajobraz za moim oknem.

Rosochate wierzby widziane zza szyby
W samo południe wjeżdżamy do gminy Złoczew. Jak okiem sięgnąć ciągną się tutaj płaskie pole, dające uczucie bezkresności. W mijanych gospodarstwach krzątają się ludzie – trzepią dywany, rozwieszają na płotach pościel, myją okna, grabią i pielą w ogródkach. Wszyscy przygotowują się na nadejście wiosny. W Łasku kosy podskakują wesoło na poboczu, to już połowa drogi. Znowu wjeżdżamy na krajową ósemkę. Mimo wszechobecnych robót drogowych, miło jechać w promieniach wiosennego słońca.

Gdzieś w drodze...

Do Warszawy docieram późnym popołudniem. Ostatni raz byłam w stolicy ponad 10 lat temu na warsztatach dziennikarskich. Wiele się zmieniło, ale nadal noc w Warszawie żyje własnym życiem.Takie tętno odmierzane w blaskach neonów i trąbieniu taksówek.

Widok z Novotelu na Pałac Kultury

Spotkanie jak zawsze miłe, jak zawsze za krótkie. W niedzielę mam już zarezerwowany autokar powrotny, jest jeszcze tylko czas na krótki spacer po Starym Mieście. Kilka pstryków, rzut oka na Pałac Prezydencki i tłum turystów.

 

Kawa z dawno niewidzianym przyjacielem (są takie znajomości, które trwają całe lata, mimo setek kilometrów różnicy). Szybki przejazd metrem w stronę Kabat i czas wracać. W domu czekają syn z mężem i wiosna, która wdziera się już na Dolny Śląsk.

P.S. Wyniki odebrałam w czwartek. Czułam, jak ciężar ostatnich tygodni rozbija się w pył o posadzkę. Będzie dobrze :)